Niemieckie słodycze wczoraj i dziś

Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku jawią się najmłodszemu pokoleniu konsumentów jako totalna egzotyka, ale dzisiejsi trzydziestoparolatkowie raczej pamiętają ten czas. Był on zarazem wspaniały i tragiczny. W sklepach brakowało podstawowych produktów żywnościowych, więc zmuszeni byliśmy wszyscy nagminnie próbować przygotowywać przysłowiowe „coś z niczego”. Wielkim wsparciem w tamtych czasach były paczki otrzymywane od rodziny zamieszkałej za granicą, najczęściej z Niemiec. Ci, którzy mieli rodzinę w Niemczech, przynajmniej dwa razy do roku mogli liczyć na sporą paczkę, do której trafiały produkty żywnościowe będące w tamtych czasach prawdziwymi rarytasami. Gdy dziś widzimy je wszystkie na półkach marketów, dosłownie, na wyciągnięcie ręki, większość z nas ogarnia dziwny śmiech i poczucie zażenowania.

Przeszłości jednak nie da się tak całkowicie wymazać z pamięci.

Za co dawaliśmy się zabić trzydzieści lat temu, a co przychodziło właśnie w takiej paczce? Na pewno legendarne żelki HARIBO, inaczej zwane „miśkami”. Ich owocowy smak wychwalany jest do dziś. Ale takich produktów było dużo więcej!

Owoce na wagę złota

Owoce egzotyczne były wtedy w Polsce praktycznie nieobecne, najwyżej przed Bożym Narodzeniem można było się spodziewać pomarańczy i cytryn. Komu udało się odłożyć cokolwiek u znajomej sklepowej – ten się cieszył. Dlatego, gdy w paczce od krewnych z Niemiec przychodziły grapefruity, często bano się je w ogóle ruszać, nie mając zbyt wielkiej znajomości, z czym mamy do czynienia! Gdy w smaku okazywały się zbyt kwaśne, nasze mamy uczyły nas nacinać kieszonki w owocach i wsypywać do nich odrobine cukru. Nie można także zapomnieć o smacznym kakao, które wszyscy podjadaliśmy łyżeczkami, gdy nikt nie widział, bo takie było słodkie. Kakao mogło mieć smak nie tylko klasycznego napoju czekoladowego. W gorącym lub zimnym mleku rozpuszczać można było kakao malinowe, truskawkowe, czy też bananowe.

Wszystkie te specjały z niemieckiej paczki znikały w zastraszającym tempie. Stos czekolad każdego dnia malał, aż w końcu decydowano się wprowadzać je na stół tylko przy specjalnych okazjach i zawsze dla gości.

About the author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *